OFE WATCH: Czy prowizje OFE muszą być tak wysokie?

Jak przystało na warunki gospodarki rynkowej, w sprawie obniżenia cen usług Powszechnych Towarzystw Emerytalnych (zarządzających OFE) szczególnie dużo do powiedzenia powinni mieć ubezpieczeni.

Obserwując rynek dobrowolnych dodatkowych ubezpieczeń i oszczędności emerytalnych, które jak na europejskie standardy są w Polsce bardzo drogie, można zauważyć, ze mając wybór Polacy nie są zainteresowani drogami usługami. Wpłaty do trzeciego filara są niewielkie i nie pomagają żadne kampanie informacyjne rządu opłacane, a jakże z pieniędzy podatników. No dobrze, ale w trzecim filarze jest chociaż wybór: nie chcę, nie wpłacam.

W obowiązkowym drugim filarze takiego wyboru nie ma.   21 maja w „Rzeczpospolitej” Waldemar Grzegorczyk zwraca uwagę na doskonale wyniki finansowe PTE. Słusznie zauważa, ze PTE stały się maszynką do zarabiania pieniędzy dla ich właścicieli. Polityków chwali za to, ze upomnieli się w 2004 i 2010 r. o interesy ubezpieczonych obniżając górne stawki prowizji oraz opłat za zarządzanie. Twórców reformy tłumaczy, że biznes emerytalny wymagał na początku ogromnych środków, toteż uzasadnione było przekazanie ich PTE stosowanymi ustawami, kosztem przyszłych emerytów. Dziś należało by zadać pytanie co wspólnego z rynkiem maja takie działania państwa.  

Śmieszą mnie płacze i utyskiwania na to, ze akcjonariusze PTE wyłożyli pieniądze na rozwój towarzystw i zainwestowane środki do tej pory im się nie zwróciły. Nie rozumiem? Oczekuje się, że państwo będzie komuś gwarantować ponadprzeciętną rentowność kapitału i inwestycji. To jest jakaś kpina lub branie na litość. Co wspólnego z rynkiem ma przymus pobierania i przekazywania składki, a także przymus lokowania jej na giełdzie? Myślę, że niewiele.  

W 2011 roku z mojej inicjatywy wprowadziliśmy zakaz akwizycji, a wraz z nim postulowaliśmy kolejną obniżkę prowizji. I wszystko było na dobrej drodze, do czasu kiedy PTE i ich obrońcy podnieśli niespotykany lament, ze Minister Pracy krzywdzi PTE, wręcz znęca się nad mini, bo nie dość, że rząd obniżył im wysokość składki to kolejny raz dobiera się do prowizji. Wtedy ta zmiana się nie udała. Dziś nawet najzagorzalsi zwolennicy PTE nie maja wątpliwości, że zyski tych instytucji są nieuzasadnione. PTE nie przejawiają tez żadnej, nawet najmniejszej rynkowej skłonności do obniżania ceny swoich usług. W tej sytuacji politycy po raz kolejny będą musieli zmusić OFE do obniżania kosztów za pomocą ustaw. Na marginesie dodam tylko, że ustawa określa maksymalny poziom prowizji. OFE mogą z dnia na dzień je obniżyć – nie potrzebują do tego rządu.  

Zwolennicy PTE postulują uzależnienie ich zysków od wyników finansowych. Może to rodzic pokusę ostrej gry na giełdzie. Taka zabawa w czasie bessy kończy się stratą dużej części emerytalnych oszczędności. Niektórzy ekonomiści proponują wprowadzenie tzw. benchmarku zewnętrznego. Podobna konstrukcję zastosowali kilka lat temu Słowacy po to, aby uchronić środki na emerytury przed gwałtownymi spadkami na giełdzie. Uznali, że wartość jednostki rozrachunkowej nie może spadać. W wyniku tej zmiany wszystkie słowackie fundusze osiągnęły benchmark zewnętrzny, wkładając środki na lokaty bankowe i kasując tę samą opłatę.  

Czym kończy się ostra gra na giełdzie przypomnieli także eksperci NBP. W USA wynagradzanie za sukces na rynku indywidualnym zakazane jest od czasu Wielkiego Kryzysu. Historie te polecam wszystkim tym, którzy chcieliby "urynkowić" OFE uzależniając ich zyski od wyników finansowych.
Trwa ładowanie komentarzy...